„DJANGO” – „Django Unchained”

 

django

 

Napiszę coś dziwnego w tym przypadku  –        MAJSTERSZTYK !!!!

Pytacie dlaczego dziwnego? A to dlatego, iż nie jestem fanem tego reżysera. Nie lubię jego filmów, nie pociągają mnie. Zawsze omijam tytułu nakręcone przez tego Pana. Jednak tym razem stwierdziłem a co tam, tyle nowych tytułów jest d obejrzenia. Na oczekiwanych się rozczarowuje, to wezmę na tapetę „Django”.

Film Quentina Tarantino po prostu mnie zaskoczył i jest póki co dla mnie czarnym koniem początku roku 2013. To wielkie zaskoczenie dla mnie, osoby która nie zbyt przepada za reżyserskimi popisami Tarantino.

O fabule nie trzeba wiele pisać gdyż jest ona bardzo prosta …  Dr King Schultz i czarnoskóry niewolnik Django wyruszają w podróż, aby odbić żonę tego drugiego z rąk bezlitosnego Calvina Candiego. Dr King jest łowcą głów i by zdobyć dopaść  pewnych braci potrzebuje pomocy czarnoskórego niewolnika. Odbija go z transportu, oczywiście płacąc za niego. Schultz daje wolność Django w zamian za jego pomoc we wskazaniu twarzy braci. Przedstawia mu kim jest i co robi …. z czasem ich wspólna droga się mocno wiąże co powoduje różne historie.

Tarantino przedstawia nam jakby klasyczny spaghetti western ze współczesnymi modyfikacjami. Sam film dotyka mocnego tematu, gdyż chodzi o niewolnictwo i samo traktowanie afroamerykanów na plantacjach w owych czasach. Jednak sam reżyser  nie śmieje się z niewolnictwa, On po prostu potraktował ten temat jako pretekst do opowiedzenia historii z groteską i jatką w tle (jak zawsze z resztą) – to chyba jego uwielbienie 🙂 Do tego cała historia jest otulona w rytm hip-hopu, Beethovena i muzyki Ennio Morricone. Myślicie że nie jest to możliwe? Ja tak myślałem! Jednak efekt całości jest piorunujący i sam to piszę z niedowierzaniem.

Całość trwa 2 godziny i 40 minut, można po prostu westchnąć na samą myśl długości tego filmu. jednak jak zaczynamy go oglądać, to już przestajemy myśleć o czasie. Wciągamy się stopniowo w opowieść, która ma swój konkretny cel. Pierwsze dwie godziny „Django Unchained” to głośny koncert zaskoczeń, humoru i inteligentnych soczystych oraz błyskotliwych dialogów połączone z groteskową brutalnością i przerysowaniem , które mają szansę wejść do historii kina. Jestem pewny, że tak się stanie. Później trochę film przygasa i wieje lekką dłużyzną, co nie znaczy że nudzi. Powiedziałbym, iż daje nam lekko odpocząć.  Zakończenie za to, te chwile  wynagradza. Twórca serwuje widzom postmodernistyczną, a zarazem niegłupią rozrywkę na dość wysokim poziomie. Z tego co pamiętam Tarantino nigdy nie ukrywał swojego wielkiego zamiłowania do tego rodzaju kina i wreszcie teraz tak zrealizował swój film, gdzie przynajmniej ja to czuję!

Na co trzeba zwrócić uwagę to na rewelacyjny dobór aktorów w głównych rolach. To gra naprawdę wyśmienita i mocna.  Jamie Foxx w roli Django, Christoph Waltz w roli Dr Kinga czy Leonardo DiCaprio w roli mocnego plantatora Calvina Candie. To naprawdę mocne osobowości w filmie. Każdy z nich tworzy odrębną wspaniałą postać, które bez trudu się przeplatają. Tutaj po prostu wszystko ze sobą gra. Dobre wrażenie pozostawia też sprytny majordomus Stephen – grany przez Samuela L. Jacksona. Wpleciony w drugą część filmu dodaje smaku historii.

Ten film to  jednej strony pastisz, z drugiej – hołd dla gatunku. Obydwa światy spotykają się w wizji reżysera, który wręcz się bawi nami za swojej kamery. Przyznaję tym razem Tarantino dał mi dobre uderzenie kina. Ten film naprawdę jest pierwszym w 2013 roku jaki oglądałem, o którym warto pisać i polecać. Jako osoba, która nie jest fanem tego reżysera – tym bardziej jest prawdziwe 🙂

 

10 myśli na temat “„DJANGO” – „Django Unchained”

  1. Och wspaniały był Django! 🙂 ale dla mnie to nie było zdziwienie, bo ja Quentina kocham miłością szczerą i bez końca. 🙂 cieszę się, że film Ci się podobał.

  2. film jak zwykle jest doskonaly w swej prostocie, czasami ogladasz filmy i sa one wciaz takie same, ten facet za kazdym razem zaskakuje, kazdy film jest pieknym obrazem brzydoty ludzi i ich swiata. mysle ze koles nie jest rozumiany przez innych i czasami ludzie biora go za tworce kiczu, ale ja uwazam ze jest on artysta w tlumie rzemiesnikow 🙂

    1. Szanuje Twoje zdanie 🙂 Ja jak napisałem wcześniej nie jestem wielbicielem twórczości Tarantino. Jednakże ten film był strzałem w dychę i cieszę się, ze go zobaczyłem.

  3. Fajna recenzja, zgadzam się co do Django też mi się podobał 🙂 Chociaż ja lubię Tarantino (film Bękarty Wojny również z Waltz’em też był świetny), pozdrawiam!

  4. Podobnie nie należę do wielkich fanów Tarantino, a ostatnie „Bękarty…” były wręcz nudnawe… Dzięki Tobie sięgnę za to po „Django…”! tollcall

  5. oglądałam, zgadzam się w pełni z opinią. Również nie przepadam za Tarantino i jakoś tak bez entuzjazmu włączyłam, ale…film mnie zaskoczył na maxa, jest świetny!! muzyka genialna, już się szykuję, żeby pościągać co nieco… A scena z workami…. Ten film trzeba obejrzeć i już!
    buźka Przemuśku!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s