„PROMISED LAND”

 

promised

 

Dzisiaj napisze jeszcze o pewnym rozczarowaniu reżyserem jakim jest Gus Van Sant.  Zawsze oczekuję od naprawdę dobrych reżyserów czegoś więcej niż przeciętności lub byle czego. Nadal mam w głowie takie tytuły jak … „Obywatel Milk” , „Paranoid Park” , „Ostatnie dni” czy „Słoń” wyreżyserowane przez tego Pana, zostawiające swój ślad. Dlatego z wielką ochotą chciałem zobaczyć ten tytuł, na ochocie się skończyło. Niestety mnie ten obraz nie przekonuje. Nic nowego ani szczególnego nie wnosi w nasze życie. Historia jak by powielona z wielu innych podobnych. Może się narażę tymi słowami fanom tego reżysera – jednak przepraszam takie są moje odczucia po obejrzeniu tego filmu. W żaden sposób mnie nie poruszył, nie wzbudził uczuć, przynudzał banałem.

„Promised Land” to prosta opowieść o tym, co dzieje się, kiedy świat zwykłych ludzi zderza się ze światem wielkich pieniędzy i potężną władzą, którą mają międzynarodowe korporacje. Kiedy Steve  przybywa do niewielkiego miasteczka, aby pozyskać nowe tereny pod eksploatację gazu łupkowego, nie przypuszcza, że spotkają go tu wydarzenia, przez które będzie musiał zrobić rachunek swego życia i zastanowić się, o co naprawdę chce walczyć.

Wszyscy wiemy jaki jest świat. Wszyscy wiemy jakie są korporacje. Wszyscy wiemy, że walka zawsze toczy się o kasę. Wszyscy wiemy, że trzeba się przystosować gdyż na dłuższą metę i tak przegramy. Może i wieje pesymizmem, ale to rzeczywistość proszę państwa. Śledzimy poczynania tej dwójki, która chce przekonać mieszkańców miasteczka do podpisania umów. Potem widzimy narastające dylematy głównego bohatera, w których zaczyna się gubić. Kurde! to już tyle razy było. Do tego wpleciono walkę na polu matrymonialnym między dwoma „ogierami” kowbojami – no proszę. Van Sant  powściąga styl znany z jego autorskich filmów i mam wrażenie, ze w takim kameralnym dramacie się nie sprawdza. Szukam plusów tego filmu, ale nie potrafię znaleźć żadnego. Nawet gra aktora jakim jest Matt Damon  mnie nie powala na kolana i nie przekonuje niestety. Twórca po prostu sportretował mały kawałek układanki, która i tak się wpasuje do całości rzeczywistości.  Nic odkrywczego dla mnie nie było w tej historii. Teraz pozostaje mi czekać na film godny tego reżysera.

Nie mówię – nie oglądajcie tego filmu. To jest Wasza indywidualna sprawa. Każdego zawsze coś innego porusza i znajdą się tacy, którym się obraz spodoba. O gustach się nie dyskutuje. Ja wyraziłem swoją opinię na temat „Promised Land” i przy niej pozostaję.

W takim razie Wam życzę lepszych doznań podczas oglądania najnowszego filmu Gusa Van Santa.

 

 

3 myśli na temat “„PROMISED LAND”

  1. To mnie zaskoczyłeś tą recenzją. Jak najbardziej sama zobaczę ten film, by sprawdzić jak wypadł Van Sant w takim klimacie. Uwielbiam Jego filmy i może nie podejdę do tego całkiem chłodno. Jednak jak sam napisałeś, o gustach się nie dyskutuje. Tobie się nie podobał i Ja to szanuję.

  2. Przypadkiem trafiłam na Twojego bloga. Widziałam ten film i ogólnie jestem zadowolona. Zgodzę się z Tobą pod względem samego tematu, może nie porywać. Jednak w całości nie uważam, bym swój czas straciła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s