„WESELE W SORENTO” – „Den Skaldede frisør”

 

sorento

 

Naprawdę bardzo lubię czasem tak się oderwać od rzeczywistości, by czuć się dobrze. Ten tytuł dał mi to oderwanie, tą przyjemność przeniesienia się w fajne klimaty, lekkość, ciepło …

„Wesele w Sorrento” opowiada o dwóch bardzo różnych rodzinach, które przyjeżdżają do pięknej willi położonej w cytrusowym sadzie nad morzem. Okazją do spotkania jest wesele, podczas którego nic nie przebiega zgodnie z planem, a zarazem wszystko zmierza do przewrotnego i radosnego finału. Ida nie dość, że walczy z rakiem, to jeszcze przyłapuje męża na zdradzie z dużo młodszą kobietą. Zrozpaczona przypadkiem (a raczej przez wypadek) spotyka przystojnego Philipa, nie mogącego jednak uporać się ze śmiercią żony. To jednak dopiero początek, gdyż zarówno jej córka, jak i jego syn biorą ślub w scenerii malowniczego, włoskiego Sorrento.

Reżyserka filmu Sussane Bier stworzyła naprawdę ciepłą opowieść, ze świetnie nakreślonymi postaciami, pikantnymi dialogami i humorem. Ten film działa na widza jak  rozgrzewający i napełniający radością balsam. Film jest niezwykle życiowy, zostało w nim zawarte wiele kwestii tak ważnych dla nas wszystkich. Szczęście, radość, miłość, zdrada, nienawiść, złość, choroba, szacunek … Można wymieniać w nieskończoność. Niesamowicie wszystko to zostało połączone w jedność, co dało zastrzyk emocjonalnej mieszanki. Tutaj te maleńkie jak i większe  dramaty są lekkostrawne i przyjemne w odbiorze, nic nas nie przygniata. To prawie 2 godziny uczty pięknych kolorów, obrazów, włoskiej muzyki. Lekkość bije z ekranu i pochłania Nas swoją prostotą. Ktoś może powie – jakie to przewidywalne. Tak, przewidywalne – ale za to jakie piękne. Nie oczekujemy zwrotów psychologicznych, tajemnic. Oczekujemy prostoty i szczęśliwego zakończenia mino rożnych przeciwności.

Oprócz tego wypełnia nas gra wspaniałej pary głównych bohaterów. Pierce Brosnan w roli Philipa, biznesmena, niedostępnego zamkniętego w sobie człowieka i Trine Dyrholm wcielającą się w postać Idy, fryzjerki, kobiety chorej, upokorzonej. Niesamowicie wtapiają się w swoje role. Czujemy lekkość gry, wszystko tak jak by się działo naprawdę – tu i teraz. Dla tej pary warto zobaczyć ten film. Może trzeba być trochę romantycznym, by dać się pochłonąć – pomyślcie czy macie w sobie taką duszę 😉

„Wesele w Sorento” to  Skandynawska komedia pozbawiona tandetnych chwytów znanych z amerykańskich obrazów. Nie ma tu grubiaństwa czy przesadnego epatowania wulgaryzmami. To łagodna i wyważona opowieść o drugiej szansie w życiu. Sami decydujemy czy chcemy z niej skorzystać, czy też chcemy się jej opierać. Jestem w 100 % przekonany, że akurat na tę wycieczkę do Włoch warto zabukować bilet.

 

 

 

2 myśli na temat “„WESELE W SORENTO” – „Den Skaldede frisør”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s