„DZIEWCZYNA Z LILIĄ” – „L’Ecume des jours”

dziewczyna z lilią

Jak by tutaj zacząć po krótce o tym tytule? Postaram się w miarę przedstawić swoje odczucie po seansie w kinie. „Dziewczyna z Lilią”   to tytuł, który może przyciągać ze względu na główną rolę żeńską – Audrey Tautou . Chyba po roli w „Amelii” każdy zna tą aktorkę i chyba darzy sentymentem. W takim razie filmy (jak zdążyła nas przyzwyczaić) są z Nią zawsze miłe, lekkie i przyjemne. W tym przypadku tak niestety nie jest.  Idąc do kina nastawiłem się na opowieść o życiu i miłości w stylu tej aktorki, jednak otrzymałem coś innego. Dostarczono mi mieszankę czegoś wybuchowego, ale tak naprawdę dla mnie nie zjadliwego. 

Bohater o imieniu Colin jest bogatym mężczyzną, nie muszącym pracą zarabiać na życie. Jego rozrywką oraz codzienną uciechą jest picie drinków robionych podczas grania na pianinie, ponieważ tony dźwięków decydują o charakterze ich smaków. Ponadto, posiada osobistego kucharza, będącego zarazem jego przyjacielem, który „czarodziejskie dania” serwuje Colinowi dzięki pomocy kucharza wyłaniającego się nie tylko z telewizora, ale i z lodówki. Owa sielskość życia młodego mężczyzny zakłóca jeden niedostatek — brak miłości. Cóż więc pozostaje? Wybrać się na przyjęcie. Tam poznaje Chloe, z którą połączy go miłość od pierwszego spojrzenia. Niestety, dramat uczuć Chloe i Colina będzie miał znaczący wpływ na ich dalsze życie, zaś przede wszystkim na życie Colina.

Opis dystrybutora filmu wydaje się dość spokojnie ciekawy, bez wskazywania na ekspresyjność twórcy filmu jakim jest Michel Gondry.  Reżyser stworzył swoją wizję życia, szczęścia, miłości, dramatu, śmierci i do tego ubrał w ubranko absurdalnych ozdobników. Spokojnie mogę napisać, iż obraz ten wywołuje różnorakie emocje podczas oglądania. Najpierw występuje  zaciekawienie, ciągłe niesamowite i kolorowe poczucie bajkowości i surrealizmu. W późniejszym etapie przechodzimy w gorzki smak miłości a potem to już przychodzi wielkie  znużenie, spadek zaangażowania w oglądaną historię, a na koniec najgorsze co może być olbrzymie zmęczenie. Przypuszczam (a jestem już pewny ) ile gustów tyle odbiorów tego filmu. We mnie  „Dziewczyna z lilią”  pozostawiła coś niewytłumaczalnie męczącego wymieszanego z wielkim niedosytem. Już dawno nie oglądałem filmu, który poprzez swoją formę niewyobrażalnie męczy i wbija człowieka w fotel. Jednak nie dlatego, że jest mocno działający w przekazie a dlatego, iż wizja reżysera jest wielkim chaosem na siłę tworzącym coś czego nie powinno być. Wszystko co mam w swojej głowie, przeniosę do kina.

Niepotrzebną rzeczą w filmie jest przesyt idiotycznych efektów specjalnych, będących formą przekazu twórcy. Ten prawdziwy świat połączony z nierealnością w postaci dziwnych przedmiotów po prostu po godzinie już odrzuca – np. gadająca mysz, biegające dzwonki do drzwi, kucharz w lodówce, żyjące buty …  To jest największy minus tego filmu. Efekty nużą widza podczas oglądania, powodują usunięcie ważnych kwestii filmu – mocnych emocji. Właśnie one – emocje – poprzez przesyt dziwactw, zsuwane są na drugi plan – a nie powinno tak być! Konwencja filmu przerysowana na siłę i nie dziwię się, iż podczas różnych seansów w Polsce ludzie wychodzili z kina. Po prostu obraz nie dotarł do odbiorcy.

Mam wrażenie, iz Mchel Gondry chciał stworzyć coś co zachwyci widza swoją innością. Jednak trzeba pamiętać, że mamy czasy gdzie pojawiają się w kinie naprawdę świetne filmy w konwencji surrealizmu, pogranicza jawy i snu, inności – jednak one się bronią przemyślaną formą.   „L’Ecume des jours”  w moim odczuciu się nie broni. Jego długość, aż 2 godziny 5 minut wręcz przytłacza! Czekałem na zakończenie, którego nie mogłem się doczekać – straszne. Czułem się tak jakby ktoś kazał mi za karę oglądać coś co stworzył i przygniatał mnie tą wizją. Jako widz z kina wyszedłem ociężały, ospały, z bolącą i ciężką głową.

Zaznaczyć trzeba jednak, że film jest specyficzny i  każdy powinien (może) w nim znaleźć coś dla siebie. Nie mogę go skreślić i zanegować ponieważ nie jestem w stanie przesądzić o wartości tego obrazu. Osoba ciekawa nowości  powinna wybrać się na  „Dziewczynę z lilią”   i sama ją ocenić. Odczucia mogą być naprawdę skrajne. Może to jakiś inny, nowy początek w kinie połączenia awangardy z malarstwem Salvadore Dalego plus jeszcze wiele innych ciekawostek i wizji świata współczesnego.

Już dawno nie spędziłem tyle czasu w kinie by zostać wymęczonym obrazem.

2 myśli na temat “„DZIEWCZYNA Z LILIĄ” – „L’Ecume des jours”

  1. Miałam podobnie. Wyszłam z kina w połowie filmu, niestety tak mnie zmęczył, że miałam cały wieczór później do niczego. To był przerost formy nad treścią.

  2. Zgadzam się z Eweliną. Miałem podobne wrażenie, ze reżyser chciał włożyć wszystko do filmu ile się dało. Takie filmy nie są dla mnie. Żałowałem tylko potem kasy za bilety

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s