„NIEPAMIĘĆ” – „Oblivion”

 

 

oblivion

 

 

„Ziemia jest pamięcią, o która warto walczyć”  –  tak zacznę moją recenzję tego obrazu.

Mogło by się wydawać, że takie kino nie potrafi uderzyć swoją mocą. SF to gatunek filmowy, który jest ogólnie uważany za niezbyt warty uwagi. Po prostu kino, które czasem można zrobić, ale i tak nic nie przyniesie w przesłaniu. Jednakże mogą zdarzyć się wyjątki. Jak to dobrze, że komercyjne, amerykańskie kino potrafi czasem pozytywnie zaskoczyć. „Niepamięć”  to niespodziewanie dobry film, na który bezsprzecznie warto się wybrać do kina.

Ziemia 2077 roku, to planeta wymarła, zniszczona, „przeżarta” kataklizmem. Miejsce, gdzie po człowieku pozostają jedynie niewielkie ślady, resztki po największych budowlach, drapaczach chmur czy stadionach. Ziemia 2077 roku, to planeta odradzająca się, z jednej strona pustynia, z drugiej powoli odbudowujący się raj roślin. W takim  świecie, na stacji kosmicznej, żyje Jack Harper, który w raz z żoną Victorią  zajmują się obserwacją oraz naprawą dronów strzegących Ziemię przed obcymi najeźdźcami. Pięcioletnia misja Jacka dobiega końca, prawie cała woda z planety została już wyssana do specjalnych kontenerów. Już wkrótce rozpocznie się podróż na Tytana, gdzie obecnie żyją ziemianie, ale… No właśnie i tu zaczyna się opowieść. Pełna niedomówień oraz zaskakujących zwrotów akcji.

Taki oto mamy opis tego filmu. Fabuła iście fantastyczna, która powinna nas zabrać w świat kosmosu. Reżyser filmu Joseph Kosinski postawił jednak na coś więcej. Postarał się o odpowiedni klimat tego filmu. Wszystko tak, by wartości były na wierzchu a nie schowały się za planem miernej fantastyki. Jest równowaga, która pozwala nam widzom odebrać ten obraz w sposób „wyższy” niż tylko gatunek SF. Można powiedzieć, iż niespodziewanie jest to naprawdę dobre kino. Myślę, że wielu skazało ten film na zagładę jeszcze przed ukazaniem się w kinach.

„Oblivion”  to film z klimatem pełen niedopowiedzenia, tajemnicy i osamotnienia, a co ważne to naprawdę świeża i zaskakująca opowieść o umierającej ziemi. Spokojnie mogę rzec, iż jest to jeden z najlepszym filmów science fiction ostatnich lat. Podobnie jak było w przypadku  „Prometeusza”  historia jest osadzona bardzo mocno i konkretnie nie powodując bylejakości. Film wciąga, zrobiony jest ciekawie, nie jest to głupia historia i co ważne trzyma w napięciu mimo spokojnie prowadzonej fabuły. Reżyser jest świeżym twórcom i to jego drugi film, a jednak postawiono na tą osobą. Jego wizja, co trzeba przyznać,  jest jedną z ciekawszych pod względem wizualnym – obrazy widziane na ekranie mogą zapierać dech w piersi i powalać. Wielkie wrażenie robi przedstawienie wizji zniszczonej Ziemi. Ukazane szerokie ujęcia pokazujące nam to, co kiedyś było w tych miejscach, naprawdę imponują. Sceny akcji, strzelaniny czy pościgi z udziałem statku bohatera – wszystko stoi na wysokim poziomie. Nie mamy poczucia wtórności ani w wyglądzie przedstawionego świata, ani w fabule – a to myślę, jest bardzo ważne. Można się opierać na pewnych tytułach, jednak nie powielać schematów.

Kolejnym olbrzymim atutem (czego już dawno tak mocno nie doznałem) jest fantastyczna muzyka. Kosiński jest reżyserem wyjątkowym, który w sposób fenomenalny potrafi wykorzystać muzykę w swoich filmach, co potęguje obraz przez niego przedstawiony. Ścieżka dźwiękowa stworzona przez grupę muzyczną M83 tworzy fantastyczny klimat, buduje emocje i zapada w pamięć. Chce się od razu do niej wrócić i posłuchać już w oderwaniu od obrazu. Jest to przedstawiciel takiej muzyki filmowej, która poza filmem powinna mieć oddzielne długie życie. Nawet nie czekałem długo, od razu nabyłem soundtrack filmu, by poczuć nie jeden raz jego mocną potęgę również bez obrazu. Naprawdę fenomenalne odczucia.

Jedyny minus filmu (jak mogę nazwać to minusem) to kreacje aktorskie, które nie powalają. One po prostu są i tyle. Nie zapada w pamięć gra aktorów. Tom Cruise, Morgan Freeman, Olga Kurylenko, Andrea Riseborough, oni po prostu są i tyle. Przemijające role wplecione w historię Ziemi. W tym przypadku warto iść na co innego, na samą wizję upadku i to co ona przedstawia, ponieważ reżyser dobrze wiedział co chce pokazać i w jaki sposób widza zaciekawić.  „Niepamięć”   to dobre kino science-fiction, na które powinien wybrać się każdy fan gatunku, który szuka czegoś więcej, niż tylko dwóch godzin walki z kosmitami. Oprócz tego potrafi jednocześnie zapewnić porządną zabawę, emocjonować, zaskoczyć, delikatnie zmusić do myślenia i zapaść w pamięć, nie drażniąc przy tym swoją głupotą.

 

 

 

 

 

Jedna myśl na temat “„NIEPAMIĘĆ” – „Oblivion”

  1. Byłam i muszę przyznać, że mam odmienne zdanie, co do jakości tego filmu. Mnie akurat fabuła aż tak bardzo nie zachwyciła, choć chwilami zapowiadało się naprawdę ciekawe kino. Jednak, tak jak piszesz, aktorstwo nijakie – choć to może ze względu na dialogi w scenariuszu – niezbyt udane i niezbyt dające pole do popisu? A poza tym te ckliwe, przydługie sceny miłosne… Jakoś do mnie nie przemówiły – zbyt pretensjonalne. No ale, każdemu może podobać się co innego. I dlatego zachęcam do obejrzenia, aby sprawdzić swoje własne odczucia:)
    Aha, muzyka rzeczywiście na plus:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s