„RAJ: WIARA” – „Paradies: Glaube”

 

 

Wiara

 

 

Reżyser Ulrich Seidl utrzymuje naprawdę wysoka formę w przedstawianiu cnót. Jego założenie sprawdza się i ukazane jest na wysokim poziomie.  „Raj: Wiara”  to druga cześć trylogii, w zeszłym roku widzieliśmy na ekranach część pierwszą o tytule  „Raj: Miłość” , a czeka nas jeszcze trzecia  „Raj: Nadzieja”.   Myślę, że reżyser ukazuje w tej części budowanie muru obronnego przed dotkliwą prawdą i religijne zaczadzenie jako antidotum na życiową klęskę.

Dla Anny-Marii, technika rentgenologa, raj jest tam, gdzie Jezus. Kobieta poświęca każdą swoją wolną chwilę na pracę misjonarską, chcąc przywrócić Austrię na ścieżkę wiary. Podczas codziennych pielgrzymek ulicami Wiednia, Anna-Maria z figurą Marii Dziewicy w rękach, puka od drzwi do drzwi. Pewnego dnia, po latach nieobecności, do domu powraca jej przykuty do wózka inwalidzkiego mąż – muzułmanin egipskiego pochodzenia. Kłótnie małżonków zaczynają wypierać modlitwy i pieśni religijne. To pewnego rodzaju etap drogi krzyżowej, jaką jest małżeństwo i niespełnioną tęsknotę za prawdziwą miłością.

Powiem szczerze reżyser naprawdę potrafi przykuć widza do fotela na praktycznie całe dwie godziny. Bez mrugnięcia oka śledzimy losy życiowe tej kobiety, a przy tym staramy się zrozumieć co nią kieruje i do czego to tak naprawdę dąży.  Widzimy wręcz skomplikowaną i sadomasochistyczną relację z rzeczywistością. Wielkie oddanie Bogu przekreśla wszystko to, co istnieje dookoła. Po za wiarą nic nie istnieje, wszystkiego trzeba się wyrzec, wszystko jest grzechem.

Film także pokazuje nam, w jakim stopniu i jak pogodzić wysokie wymagania etyczne katolików z biologią człowieka? Co począć z żądzą i pokusami ciała?   Co tak naprawdę znaczy grzech?   Jak znaleźć równowagę w tym wszystkim i żyć w spokoju?  Autor ukazuje nam  dwoistość ludzkiej natury.  Religijne obłudne modły i odpustowe obrzędy, powodują iż nie czujemy by to wszystko było prawdziwe – fanatyzm a wiara to dwie różne formy stojące po przeciwnych stronach muru  . Całość to dość upiorna i wnikliwa obserwacja zaślepienia i fanatyzmu.

Zaczynam się zastawiać jak środowisko katolickie w Polsce przyjęło ten obraz, który tak naprawdę nie jest przekłamaniem. To jest rzeczywistość, która spotyka się co jakiś czas (niestety) – Fanatyzm bardzo często mylony jest z Wiarą.  Ulrich Seidl  nie boi się o tym mówić głośno, a jego kolejny obraz trylogii odciska mocny ślad po obejrzeniu.  Oprócz tego niby mamy historię małżeństwa, podzielonego religią, które ze sobą nie żyło. Tak naprawdę nie dowiemy się dlaczego się rozstali, dlaczego coś prysło. Tutaj wszystko skupia się na podziałach religijnych i przedstawianiu prawdy życiowej. To jest właśnie moc tego tytułu.

Film nakręcony jest w sposób spokojny, kamera zbytnio nie podąża za postaciami, kolorystyka stonowana. Nie ma nagłego wybuchu. który powaliłby nas na kolana. W tym przypadku powala sam obraz i główna bohaterka. Maria Hofstätter zagrała role Marii naprawdę przekonująco. Nieprawdopodobnie prawdziwie oddała kobietę, która jest „opętana” fanatyzmem wiary.  Sceny z biczowaniem, lizaniem krzyża czy sexem z Jezusem naprawdę robią wrażenie na swój niepowtarzalny sposób. Kobieta podobno, jak mówiła w wywiadach przygotowywała się do tej roli aż 7 lat. Chyba się nie dziwię, rola na pewno wymagała wiele dystansu. Jest to kolejny film tego kontrowersyjnego reżysera, który naprawdę warty jest uwagi. Kino mówiące o czymś istotnym w życiu wielu ludzi, wielu katolików. Jednym zdaniem – już oczekuję trzeciej części tej trylogii.

 

Link do poprzedniego wpisu pierwszej części trylogii – „Raj: Miłość” :   https://bierkisztuki.wordpress.com/2013/02/18/raj-milosc-paradise-love/

 

 

 

 

 

 

2 myśli na temat “„RAJ: WIARA” – „Paradies: Glaube”

  1. Znakomity film, istotnie, jak dotąd moim zdaniem najlepszy w tym roku, moje wrażenia >>> http://www.filmweb.pl/user/_encore_/reviews/Tylko+nadziei+brak…-13760

    Co do „nagłych wybuchów” – są, ale w odwróconej kolejności 😉 trochę jak burza – cisza, wzmaganie się wiatru, pierwsze krople deszczu i nagły huk niewiadomo skąd. I znowu cisza. I to ona robi największe wrażenie 🙂

    A sam film miał chyba zbyt słabą promocję, żeby odbił się bardziej szerokim echem w tych tzw. „środowiskach katolickich”. A szkoda, bo może co niektórym katolom może otworzyłby oczy. Chociaż to cholernie trudne.

    Udało mi się namówić nań moją koleżankę z pracy, dewotkę skrajną równie jak Anna Maria, choć może nie aż tak… ekhm… ‚zaangażowaną emocjonalnie’ (ale czyni regularne postępy…). Oczywiście z przekory, ale i w ramach małego eksperymentu – mając do dyspozycji Seidla i ją ciężko mi było się powstrzymać (tak, zły chłopiec ze mnie… diabelsko 😉 ). Przekonałem ją słowami, że to film przekonująco ukazujący wiarę, co summa summarum nie jest kłamstwem. Jej feedback ograniczył się do stwierdzenia, że za dużo w nim golizny.

    WTF?! Tylko czy aż tyle?

    Koleżanka nomen omen Ania… coż, ewoluuje – nie ma z nią rozmowy o niczym innym jak o Bogu, do którego sprowadza dosłownie każdy temat, mimo że o religii wie niewiele, tylko tyle, ile wyniesie z niedzielnej mszy i kółka różańcowego. Jest nieświadomą egocentryczką. Jest samotna. Obraz i podobieństwo filmowej Anny Marii.

    „Wiara” nie dotrze do tego typu ludzi. Seidl stwierdził kiedyś, że chce aby śmiech zamierał widzom na ustach. Zarówno Anna Maria jak i moja koleżanka są obiektem drwin i śmiechu. Dopiero po zastanowieniu uśmiech zamiera. I zostaje szok. I przerażenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s