„WIELKIE WESELE” – „The Big Wedding”

 

 

wielkie wesele

 

Elle (Diane Keaton) i Don (Robert De Niro) Griffinowie nienawidzą się najbardziej na świecie. Gdyby mogli – rozszarpali by się na strzępy! Teraz jednak będą musieli udawać najszczęśliwszą rodzinę pod słońcem. Na ślubie ich adoptowanego syna ma pojawić się głęboko wierząca Madonna Soto – biologiczna matka pana młodego. Jak uniknąć katastrofy? Nic prostszego – wystarczy nie zachowywać się jak zwykle, nie być sobą i zdobyć się na najbardziej fałszywe uśmiechy świata! Czy to będzie łatwe? Oczywiście, że nie! Ale może chociaż na zdjęciu uda się ładnie wyjść z rodziną.

Reżyser Justin Zackham zbytnio się nie wysilił, by zrobić dobrą komedię. Jest to kolejny przeciętniak na amerykańskiej tapecie komediowej. Wszystko to już znamy, już widzieliśmy gdzie indziej, zawsze to powielanie. Czasem jest zabawnie, czasem jest nijako. Po prostu kolejna historia o amerykańskiej rodzinie żyjącej w przepychu z wymyślonymi na siłę problemami, by nie było za pięknie. Wszystko to dodatkowo jest ubrane w znane nazwiska, które mają przyciągać do kin. Oczywiście dobry marketing jest w cenie i zapewne w tym przypadku się sprawdził. Wystarczyło popatrzeć na plakat, a tam mamy: Robert De Niro, Katherine Heigl, Diane Keaton, Amanda Seyfried, Robin Williams, Susan Sarandon – więcej chyba nie muszę dodawać, któż nie zna tych nazwisk. Aktorzy w tym filmie również nie mają wiele do pokazania, gdyż po prostu sam scenariusz im nie daje takiej możliwości. Film średni to i gra średnia. Jednym słowem – wygłupy.

„Wielkie wesele”  jest bardziej  (pseudo)komedia, która zupełnie niczym nie wyróżnia się na tle innych, podobnych produkcji tego gatunku, o której szybko się zapomina. Wychodząc z kina nie wychodzimy z filmem, po prostu zostaje on za zatrzaśniętymi drzwiami. Nawet tak naprawdę nie można komuś go polecić, gdyż co powiemy – zagmatwana opowieść o życiu bogatych amerykanów? Film zapewne może być dla tych osób, które lubią pikantne żarty przełożone sexem w wykonaniu dojrzałych aktorów. To już trochę żenujące jest z takimi nazwiskami. Jeżeli preferujemy bardziej wysublimowany humor, taki naprawdę zdrowy, zabawny – to tutaj go nie znajdziemy. Taki jest świat amerykańskiego filmu, liczą się pieniądze i często stawia się na coś innego niż po prostu dobrą zabawną historię. Dlatego tez, europejskie produkcje zawsze będą wygrywały w takich przypadkach 🙂

 

 

 

 

 

 

 

Jedna myśl na temat “„WIELKIE WESELE” – „The Big Wedding”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s