„JOBS”

 

 

Jobs

 

Tego typu filmy zawsze mnie przyciągają. Bardzo lubię poznawać historię życia osób znanych, które doszły do czegoś wielkiego poprzez swoje czyny, pomysły. Steve Jobs to swego czasu jedna z najbardziej znanych postaci w świecie elektroniki. Rewolucjonista, wizjoner, który dążył do doskonałości. To wszystko doprowadziło do tego, iż jego firma w roku 2012 stałą się najbardziej wartościową na świecie, a to już o czymś świadczy. Po śmierci tego pana, rozpoczęła się machina, która miała na celu przybliżenie nam życia tej osobowości. Biografii nie czytałem, mało także na temat Jobs’a wiedziałem. Gdy usłyszałem o realizacji filmu, to stwierdziłem, iż będzie trzeba go zobaczyć, by czegoś się dowiedzieć. Tym sposobem mam ten film za sobą.

Fabułą to historia … był ekscentrykiem, buntownikiem, czasem szaleńcem. Zawsze uważał, że wie lepiej i zwykle się nie mylił. Od początku wiedział czego chce i potrafił o to walczyć. Był niełatwym partnerem w biznesie i w życiu. Potrafił uszczęśliwiać, ale także okrutnie ranić najbliższych. Założył firmę w garażu, by po kilku latach wprowadzić ją na giełdę i stać się milionerem. Wkrótce stracił jednak nad nią kontrolę i został usunięty z Apple. Jego charyzma działała nie tylko na inwestorów, ale także na kobiety. Potrafił je uwodzić, ale czy uszczęśliwiać? Nawet w sytuacji, która  innym wydawałaby się bez wyjścia, znalazł siłę, by po raz kolejny wspiąć się na szczyt, odzyskać Apple i zmienić kulejącą firmę w światową potęgę. Przeciwności losu zmieniły go jako człowieka, ale nie jako wizjonera. Dlatego to właśnie on przyniósł światu iPhone, iPod i iPad.

Czytając taki opis w sieci, to można powiedzieć, że zapaliłem się do obejrzenia tego filmu. Uf, teraz sam nie wiem co tak naprawdę mam myśleć … hm. Tak naprawdę sam nie wiem czy, aż tak wiele się dowiedziałem z tej fabuły, która tak naprawdę nie była krótka! – film trwa aż 2 godziny i 2 minuty, co mogło by świadczyć, iż ten czas został wykorzystany w 100 % na szczegóły. Niestety, mam wrażenie, iż obraz został obdarty z ważnych rzeczy, które przybliżyły by nam w pełni tego człowieka. Nie przeczę, coś tam się dowiedziałem o czym nie miałem pojęcia, iż miało miejsce podczas tworzenia, budowania tej znanej marki. Czasem mamy taki niedosyt niewykorzystanego potencjału reżyserskiego. Tak jak by twórca Joshua Michael Stern nie chciał się zbytnio przemęczyć w lepieniu tej postaci. Oprócz tego chyba jednym z najgorszych decyzji było to, iż główna rolę w tym filmie zagrał Ashton Kutcher. Jest to aktor, który kompletnie (moim zdaniem) nie nadaje się do ról, które wymagają od niego większego potencjału. Kutcher kojarzy mi się tylko z „głupawymi” komediami romantycznymi i powinien pozostać na tym etapie aktorstwa. Niestety, ale On tą role po prostu położył na maksa. Nie ma w niej dramatyzmu, euforii tworzenia, nie widzę w nim zmian zachodzących na przełomie lat, ekspresji szaleństwa człowieka, który zatraca się w swoich pomysłach … chciałem zobaczyć tego Jobs’a na ekranie. Chciałem poczuć to potęgę pomysłów. Chciałem, chciałem …. i nie zobaczyłem.

Ten aktor tej roli nie udźwignął. Podobieństwo to nie wszystko, a jeżeli Ashton został zatrudniony do tej roli ze względu na to, było to wielkim błędem. Tak naprawdę pozostało wielkie rozczarowanie po obejrzeniu tego filmu i żałuję z tego powodu. Film można było naprawdę zrealizować w dobry sposób i ukazać nam ciekawą historię tworzenia, upadku i powstania jak feniks z popiołu. Do tego potrzebny byłby doświadczony reżyser i co ważne świetny aktor radzący sobie z rolą o rożnych stanach świadomości.

Więcej chyba nic nie mam do dodania. Sami zobaczcie ten tytuł i stwierdźcie czy Wam wystarczy to, co widzicie na ekranie. Dla mnie obraz bardzo przeciętny, na poziomie telewizyjnym.

 

 

 

 

 

 

 

2 myśli na temat “„JOBS”

  1. Też całkiem niedawno widziałam ten film i zrobił na mnie marne wrażenie, ale z całkiem innych powodów. Kutcher mi aż tak nie przeszkadzał. Dzięki jego gestykulacji i sposobowi poruszania się nie widziałam w nim głupawego Kelso (choć szczególnie sposób poruszania się był nieco sztuczny, przerysowany). Moim zdaniem największym minusem były drętwe dialogi, naszpikowane typowymi amerykańskimi speechami. Czułam się jak na motywacyjnej pogadance w mojej korpo. Co ciekawe, dzień później obejrzałam „Social Network” i byłam zachwycona. Eisenberg świetny, reszta obsady również niezła, historia przedstawiona ciekawie, z małym zwrotem emocji widza na końcu, bez durnowatych przemów. Słowem bardzo udany film. Widziałeś? Polecam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s