„IDA”

 

 

IDA

 

Lata 60. w Polsce. Anna jest nowicjuszką, sierotą wychowywaną w zakonie. Przed złożeniem ślubów matka przełożona stawia warunek: Anna musi odwiedzić swoją ciotkę Wandę, jedyną żyjącą krewną. Obie wyruszają w podróż, która ma im pomóc nie tylko w poznaniu tragicznej historii ich rodziny, ale i prawdy o tym, kim są. Poruszający, kameralny, wybitny w obrazie dramat, którym reżyser wraca do rodzinnego kraju. Z wielkim wyczuciem łączy intymną historię młodej kobiety z historycznym i społecznym tłem.

Moje pierwsze wrażenia – naprawdę świetny film autorski w odpowiednim klimacie, jakim było przedstawianie ducha czasów lat 60. Strzałem w dziesiątkę było zrobienie tej historii w czarno-białej formie. Słyszałem, czytałem, że wielu taka forma nie odpowiadała, gdyż  – czasy nie te. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Gdybyśmy dostali obraz w kolorze do tej historii, to po prostu nie miała by ona takiego mocnego wyrazu i przekazu. Oprócz tego, mamy naprawdę świetne zdjęcia w wykonaniu Ryszarda Lenczewskiego i Łukasza Żal. Ujęcia w wielu scenach są idealnie trafione, czasem nie podaje się nam czegoś łatwo przed oczy, zaczynamy si domyślać, szukać – jesteśmy po prostu wciągani w obraz. Całość ubrana jest także w odpowiednią ścieżkę dźwiękową, która pozwala nam przenieść się w klimat tamtych lat. Zajął się nią Kristian Eidnes Andersen. Dopełnieniem jest oczywiście to, że również wykorzystano w filmie perełki polskiej piosenki i polskiego jazzu. Od strony wizualnej film robi wrażenie i za to już jest wielki plus. Minusem niestety jest to, że jak zawsze w polskich filmach mamy problem z dźwiękiem – to mnie zawsze zaskakuje.

Reżyser Paweł Pawlikowski zabrał się za ciężki i nieprzyjemny temat, jak na to spojrzymy z boku. Jednak jak widać jego doświadczenie pokazuje, iż nawet w taką historię można tchnąć życie i humor. Jest to film, który nie dołuje nas swoją historią, a wręcz potrafi tchnąć nadzieję i zadowolenie w życie. Są to różne etapy jakie człowiek może przechodzić, w różnym stanie ducha, ciała, czasu. Zderzenie dwóch odmiennych światów, powoduje iskrzenie lub nawet wręcz zapalenie się stabilności i pewności siebie samego. Młoda zakonnica przed ślubami czystości i kobieta, sędzia, osoba partyjna żyjąca w socjalistycznym państwie, bez skrupułów biorąca to czego chce. Co łączy te dwie osoby? – pokrewieństwo, więzy krwi. Jedna kobieta nieświadomie wchodzi głęboko w życie drugiej, burząc tym sposobem stabilność ducha, w jakim się znajdują. To właśnie ta walka, jest tutaj najważniejsza – wewnętrzna walka. Spotkanie takich osobowości: słabszej i mocniejszej powoduje otworzenie się zabliźnionych ran, lecz nigdy nie zapomnianych. Ucieczka od własnych demonów przeszłości jakie prześladują każdego, dopadną jedną z kobiet – którą? zobaczycie to w filmie.  Tutaj życie miesza się ze śmiercią. Szczęście z nieszczęściem. Pewność istnienia z destrukcją w otchłań przeszłości. Film który trwa tylko 1 godzinę 20 minut ma w sobie niezwykłą dawkę emocji i siły obrazu. Nie raz filmy dużo dłuższe, nie potrafią w nas wskrzesić emocji, burzy emocji. Ten obraz ma w sobie moc.

Ważnym kolejnym punktem jest Agata Kulesza. Ta aktorka ostatnio ma naprawdę swoje długie pięć minut. Rewelacyjnie zagrała swoją postać. Pani była Prokurator zwana „krwawa Wanda”, obecnie sędzia. Czasem potrafią nas przeszyć dreszcze gdy żąda, a znowu z innej strony jest nam jej żal. Kobieta instytucja, której nagle grunt się pod nogami zaczyna osuwać. Kulesza naprawdę w prawdziwy sposób potrafi pokazać nam twarz swojej postaci, jej wnętrze, to co ją boli, prześladuje. Zarazem pokazuje maskę, którą ma założona przez cały czas w swoim życiu, które jest jednym wielkim domkiem z kart. Gdy wszystko pryśnie, demony ją dopadną, koniec jest nieunikniony. Towarzyszy jej Agata Trzebuchowska, która gra zakonnicę. Osoba młoda, bez doświadczeń życiowych. Kobieta, która nie zna przyjemności życia. Gdy je pozna to czy zechce w nich tkwić? Tego również Wam nie zdradzę.

Lubię filmy o głębszej tematyce. Coś co nie opiera się tylko na jednej płaszczyźnie. Tytuł, który interpretujemy sobie podczas oglądania. Co ważne, nie jest skomplikowany. Twórca wychodzi z nim do ludzi, by mogli poznać  historię, jaką chce przedstawić w sposób przenikliwy.  „Ida”  to film, który warto zobaczyć, warto docenić, warto przegryźć. Takich filmów żądam w polskim kinie.

2 myśli na temat “„IDA”

  1. Widziałem ten film również niedawno i zrobił wrażenie wielkie. Zgadzam się z Tobą, że reżyser wiedział co chce nam przekazać i miał pomysł na to, w jaki sposób chce nam to przedstawić. Ida jest warta polecenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s