„LUCY”

 

 

Lucy .

 

 

Lucy mieszkająca na Tajwanie studentka zostaje namówiona przez swojego chłopaka do dostarczenia ważnej teczki pewnemu biznesmenowi. Zanim jeszcze dziewczyna zorientuje się w co została wplątana, stanie się zakładniczką bezwzględnego pana Janga, na którego rozkaz do organizmu Lucy zostanie chirurgicznie wszyta paczka z silną syntetyczną substancją przypominającą narkotyk. Przypadkowo substancja chemiczna rzeczywiście przenika do organizmu Lucy. Pod jej wpływem ciało dziewczyny zaczyna podlegać niewyobrażalnym transformacjom, a najbardziej doświadcza tego mózg, którego potencjał zostaje uwolniony i osiąga zdumiewające, pozostające dotychczas jedynie w sferze hipotez możliwości… Z ogromną intensywnością zaczyna odczuwać wszystko, co znajduje się wokół niej – powietrze, wibracje, ludzi, nawet grawitację. Rozwijają się u niej również cechy nadludzkie – telepatia, telekineza, niezwykle rozległa wiedza oraz zapierająca dech w piersiach kontrola nad materią.

Jestem po seansie ostatniego filmu chyba wszystkim znanego francuskiego twórcy – Luc Besson.   „Lucy”   to jego nowe dzieło filmowe, które pokazał światu w tym roku. Scenariusz jak i reżyseria, to jego sprawka w tym przypadku. Zastanawiam się jak do tego obrazu podejść. Nie żebym był fanem Bessona, jednak zawsze miałem pewność, iż Besson równa się pewniak w dobrym znaczeniu tego słowa. Kino akcji zawsze jest na wysokim poziomie. Teraz otrzymujemy „Lucy” i osobiście mam mieszane uczucia. Pierwszy raz tak naprawdę przy tym twórcy. Nie mogę napisać, iż film był świetny, tak jak nie mogę napisać, iż był to gniot. Moim skromnym zdaniem wyszło przeciętnie, co mnie zasmuciło trochę. Kino akcji w stylu Bessona wmieszane w przestrzeń kosmicznego absurdu.

Temat nie jest zły, temat jest nawet bardzo dobry. Zgadzam się z tą teorią, iż człowiek nie wykorzystuje możliwości swojego mózgu na tyle ile by chciał. Świat byłby wtedy totalnie inny, szedł by w innym kierunku. Ludzie natomiast zatracili by siebie w 100 procentach, aby tylko posiąść władzę, wiedzę, możliwości … itd. Po prostu jedna wielka nieskończoność. Besson to wszystko przełożył na swój szalony sposób i dał nam jedną wielką „rozpierduchę” – bo już sam nie wiem jak to nazwać w tym momencie. Każdy film tego twórcy był dla mnie jego podpisem, wyczuwałem jego dotyk w tym co robi. Tutaj wręcz nie do końca mogłem uwierzyć, iż jest to on w 100 %  – a jednak.  Leon zawodowiec, Nikita, Transcendencja, Jestem Bogiem  … i inne tytuły przychodzą mi na myśl po obejrzeniu „Lucy”. Wszędzie widziałem podobieństwa, aż nad to podobieństw. Irytowały mnie odnośniki obrazowe ukazujące choćby chaos czy spokój jak i inne sprawy związane z życiem na naszej planecie jak i życiem jednostki, jaką jest człowiek. Forma połączenia SciFi z mafią japońską dla mnie lekko absurdalne. Prawdopodobnie to wszystko jest celowym zabiegiem, by stworzyć w efekcie końcowym coś w rodzaju gigantycznej rozróby.

Na tą chwilę może i nie wiem jak ogryźć ten film, lub jak do niego podejść. Miałem momenty znudzenia, powtarzalności, irytacji. Było ich zbyt wiele jak na tak krótki czas – 1 godzina 30 minut. Pozycją pozytywną w tym tytule była rola Scarlett Johansson, która przyciągała jak magnes. . Niewzruszona, obdarta z uczuć, rządna wiedzy, lodowata. Tak naprawdę wzrokiem wodzimy za nią, za tytułową bohaterką, która stara się zrozumieć to co się jej przytrafiło. Gdyby film zrobił ktoś inny, to nie miałbym w głowie pytań bez odpowiedzi. Jednak w tym przypadku mam – czemu taka forma? Z pewnością tytuł mnie zaskoczył i nie mam zamiaru temu zaprzeczać. Wszystko oczywiście trzyma się doskonale konkretnego celu i nie rozmywa się w tym całym chaosie przestrzeni kosmicznej jakiej nie znamy, gdyż nie posiadamy zdolności wykorzystania naszych mózgów w wysokim procencie.

Czekam na jakieś wasze opinie do tego filmu. Jak Wam się podobał? Jak Wy na niego spojrzeliście? … Z wielu opinii zawsze znajdzie się dobry środek. Ja z pewnością dostrzegłem zamysł i znalazłem dno w tej opowieści, która tyczy się naszej cywilizacji, naszego istnienia. Tylko to opakowanie mnie kole po oczach, ale cóż każdy ma prawo do przedstawiania światu czegoś po swojemu – prawda 🙂

3 myśli na temat “„LUCY”

  1. Byłam w kinie na tym filmie. Szczerze sama nie wiem jak do niego podchodzić. Zobaczyłam jeden wielki blockbuster we francuskim wykonaniu. Tak jak by Luc obniżył swoje loty, by komuś się przypodobać. Mało co mnie zachwyciło.

  2. Film jak film. średnio mnie zachwycił. Zawsze dobrze bawię się na filmach Luca, ale tym razem tak jak by to nie było jego. Taki świat filmu, nie zawsze dostaniemy to czego oczekujemy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s