„HERCULES”

 

 

Hercules

 

 

Ziemia, czternaście tysięcy lat temu. Udręczona dusza półboga błąka się po świecie. Herkules (Johnson), syn potężnego Zeusa, przez całe życie nie zaznał niczego prócz cierpienia. Po wykonaniu dwunastu ciężkich prac i utracie rodziny, poświęca się krwawym bitwom. Tylko one przynoszą mu ukojenie. Za towarzyszy ma szóstkę podobnych mu straceńców, których łączy zamiłowanie do wojny i nieustająca bliskość śmierci. Ich los odmienia się, gdy król Tracji (Hurt) zechce, by uczynili jego armię najpotężniejszą na świecie. Zagubione dusze dostrzegą, jak nisko upadły, gdy stworzą wojowników równie bezwzględnych i żądnych krwi, jak one same.

Któż z nas nie lubi takich historii? Przypuszczam, że z chęcią większość ogląda takie filmy. Dobrze, że są. To właśnie one zderzają nas widzów z legendami które stara nam się bardziej uczłowieczyć. „Hercules”  ostatnia produkcja, którą wyreżyserował Brett Ratner jest kinem, które naprawdę warto zobaczyć dla czystej rozrywki w dobrym wydaniu. Jest to typowy blockbuster amerykański, jednak takie kino w tym wydaniu da się polubić. Jest na świecie wiele legend, które znamy i kochamy. Dzięki filmom potrafimy te legendy poznawać z każdej strony, w każdym wydaniu, a zarazem poznajemy je z innego punktu widzenia. Nie zawsze zastanawiamy się czy to, co widzimy tym razem jest faktycznie prawdą. Po prostu chłoniemy kolejną odsłonę. Tak też jest w tym przypadku. Poznajemy Herculesa, znanego dla nas jako półboga z innej ludzkiej strony. Czy Hercules naprawdę był synem Zeusa? To wiedzą tylko Bogowie 😉

Myślę, że ta nowa odsłona jest nam bardzo bliska, gdyż jest bardzo przyziemna i ludzka, polegająca na współpracy przyjaciół. Sam film potrafi nam dać podczas oglądania naprawdę dobrą dawkę emocji. Ciekawe sceny walki wręcz, toczone boje na polach bitew. Jest i fajny lekki humor wpleciony w poważne tematy, co czyni z filmu naprawdę ciekawą pozycję. Przez 1 godzinę 38 minut nie nudziłem się wcale. Rola Herculesa, którą zagrał Dwayne Johnson była naprawdę świetna. Wręcz pasował mi ten aktor do roli półboga. Wzbogacali go jego towarzysze, którzy wypełnili lukę wokół Herculesa. Równie świetne role – Ian McShane w roli Amfiaraosa, Rufus Sewell w roli Autolykosa, Aksel Hennie w roli Tydeusa, Ingrid Bolsø Berdal w roli Atalanty oraz Reece Ritchie w roli Jolaosa. W tym obrazie ta grupa przyjaciół, których to połączył bestialski los tworzy legendę Herculesa po to by świat drżał gdy słyszy jego imię. Jest także tutaj ciemna strona, o której trzeba wspomnieć. Świetna rola Króla Kotysa, którą gra John Hurt. Postać mająca na celu wykorzystać Herculesa do swoich niecnych planów … tak zacznie się walka.

Tak, do mnie ten film trafia i nie żałuję, że go widziałem. Podobał mi się. Rozrywka na dobrym poziomie. Jeżeli chcecie poznać legendę Herculesa z innej strony, to zobaczcie najnowszą produkcję pod tym tytułem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s