„MÓW MI VINCENT” – „St. Vincent”

 

 

Mów mi

 

 

Vincent to zgryźliwy mizantrop, któremu dni upływają na wyścigach konnych, w ulubionym barze i w towarzystwie zaprzyjaźnionej nocnej damy. Pewnego dnia do domu obok wprowadza się Maggie z synem Oliverem. Powitanie nowych sąsiadów odbywa się bez ciepłych słów i nie zapowiada początku pięknej przyjaźni. Jednak wiecznie spłukany Vin dostrzega szansę na podratowanie swego opłakanego budżetu. Zostaje może nie najtańszą, ale na pewno najbardziej ekscentryczną niańką w mieście.

Jakiś czas temu oglądnąłem film o tytule „Mów mi Vincent” chyba tylko dlatego mnie przyciągnął, gdyż zobaczyłem na plakacie mojego jednego z ulubionych aktorów amerykańskich, jakim jest Bill Murray. Nic wcześniej o filmie nie słyszałem, więc i nie miałem żadnego podejścia do tego co mam zobaczyć. Lubie takie przyjemne zaskoczenia, nawet gdy film jest produkcji amerykańskiej, a jednak potrafi wpłynąć pozytywnie na widza. Scenarzysta oraz reżyser obrazu Theodore Melfi stworzył bardzo przyjemną komedię obyczajową z posmakiem dramatu. Wszystko jest fajnie wyważone co sprawia, iż całość ogląda się bardzo przyjemnie. Bez dwóch zdań, po raz kolejny nie zawiodłem się na Billu, który stworzył naprawdę fantastyczną postać człowieka, który jest maksymalnie obojętny na świat. Jego destrukcyjne podejście przyćmiewa spojrzenie na życie. Z czasem także dowiadujemy się, dlaczego stał się takim odludkiem i potrafimy zrozumieć ten ból. Całość dopełniają postaci towarzyszące w jego życiu – te obecne jak i te całkiem (przypadkowo) nowe. Mamy tutaj równie świetne role – Naomi Watts jako rosyjska „Pani Nocy” na usługach Vincenta 🙂 oraz Melissa McCarthy w roli Maggie, matki pewnego chłopca, który potrafił otworzyć samotnego mężczyznę na życie. To właśnie ten młodzieniec, totalnie nieświadomie sprawia, iż zaczyna się zmienić życie zgorzkniałego sąsiada.

Można powiedzieć, iż podobnych historii widzieliśmy wiele na ekranie i niczym ten tytuł nie zaskakuje. Jednak z drugiej strony, ma on w sobie bardzo dobrą energię, która potrafi wpływać na widza. To po prostu szare życie, które w danym momencie może się odmienić, jeżeli tylko na to pozwolimy. Aktorzy świetnie grają, co wciąga nas w ten moment życia bohaterów. 1 godzina 40 minut jak dla mnie była niewyczuwalna, gdyż przyjemnie spędziłem ten czas w świecie Vincenta.

Myślę, że spokojnie mogę Wam polecić ten tytuł po pracy na fajne rozluźnienie.

Jedna myśl na temat “„MÓW MI VINCENT” – „St. Vincent”

  1. Zacząłem oglądać, ale z przyczyn technicznych skończyłem w połowie. Muszę szybko nadrobić zaległości, bo z tego co słyszałem i widziałem połownicznie film dobry.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s