„BEZ LITOŚCI” – „The Equalizer”

 

 

hr_the_equalizer

 

 

Zacznę w tym Nowym Roku filmem, który jeszcze widziałem w okresie świątecznym, jednak nie miałem okazji o nim czegoś napisać. Ostatni film z Denzelem Washingtonem „The Equalizer”.

McCall, człowiek, który odciął się od tajemniczej przeszłości, by rozpocząć nowe, spokojne życie. Ale kiedy spotyka Teri (Chloë Grace Moretz), młodą dziewczynę, zmuszoną do współpracy przez niebezpiecznych rosyjskich gangsterów, nie może pozostać bezczynny – musi jej pomóc. Uzbrojony w pewne umiejętności, które pozwalają mu zemścić się na każdym, kto jest okrutny wobec bezbronnych ludzi, McCall rezygnuje z narzuconej sobie izolacji, by zaprowadzić sprawiedliwość.

Co tu dużo pisać … „The Equalizer” w niczym tak naprawdę nie zaskakuje – niestety. Najnowszy film z tym aktorem w reżyserii Antoine Fuqua to tak naprawdę powtórka z innych filmów z tym gwiazdorem, takich jak choćby: Metro strachuNiepowstrzymanySafe House … w niczym nas ten film nie zaskakuje, a tym bardziej Denzel nic nowego nam nie pokazuje. Otrzymujemy kolejny raz, kolejną rolę (nie mówię, że złą) jaką już znamy. W tego typu filmach ten aktor gra według własnego schematu, który można lubić lub nie, to jego styl. Po prostu jest to kino sensacyjne i możemy z góry przypuszczać, co w nim będzie się działo. Fabuła nie jest w żaden sposób odkrywcza, więc po prostu kolejny raz dostajemy dawkę (czasem) mocniejszych scen.  No własnie … czasem. Sam film jest nakręcony w taki lekko przy nudnawy sposób. Dystrybutor sygnuje film jako thriller, niestety ja uważam, iż daleko mu do tego gatunku. Zbyt wiele w całej opowieści jest przestojów i tak naprawdę najwięcej dzieje się w ostatnich minutach filmu. Ogólnie to otrzymujemy historię człowieka, który zmienił swoje życie lub też zamienił na inne i żyje sobie spokojnie do pewnego momentu, gdy porusza go pewna historia. Klimat się szybko rozmywa, napięcie jest praktycznie zerowe.

Reżyser chciał chyba stworzyć postać pewnego rodzaju mściciela, ale chyba tak do końca także się to nie udało. Całość mógłbym tak ocenić w skali 1 – 6 na 3+ , nie więcej. „Bez litości” trwa 2 godziny 8 minut i na jak taki film, to jest zbyt długo. Czasem się nudziłem i czekałem, kiedy zacznie się coś dziać. Lubię tego aktora i nie powiem jego filmy w większości są naprawdę dobre. Jeżeli tylko za kamerą znajduje się dobry reżyser, scenariusz jest chwytliwy, to i całość wypada świetnie. W tym wypadku coś się nie zgrało. Uważam ten film za jeden z gorszych z Denzelem, jednak cóż i takie tytuły powstają.

Sami sprawdźcie czy podzielacie moje zdanie. Ja odczucie miałem tylko takie i jednym słowem – przemęczyłem ten tytuł.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s