„FAŁSZERZ” – „The Forger”

 

 

Fałszerz strzalka niebieska dol

 

 

Najlepszy na świecie fałszerz sztuki Raymond J. Cutter  zawiera umowę z tajemniczym syndykatem zbrodni, aby uzyskać wcześniejsze zwolnienie z więzienia. W zamian musi podjąć się sfałszowania obrazu Claude’a Moneta, by następnie podmienić go z oryginałem w muzeum. Replika ma być tak doskonała aby nikt nie zauważył różnicy. Raymond zwraca się z prośbą o pomoc do swojego ojca i syna. Wspólnie planują skok ich życia!

W takich momentach sam zadaje sobie pytanie – co mnie przekonało do tego, by zobaczyć ten film? Myślę, że odpowiedź jest zawsze jedna i taka sama – ciekawość. Jednak ta ciekawość zazwyczaj dotyczy danych aktorów, którzy w moim mniemaniu zaczynają się gdzieś staczać na margines swojego gwiazdorstwa. Tym razem tym magnesem jest John Travolta. Jego poprzednie dwa filmy … „Killing Season ” oraz  „Savages” były już naprawdę słabe. Aktor bardzo dobry, mający na swoim kącie wiele wspaniałych ról, po prostu zaczyna gasnąć. Teraz otrzymujemy ten tytuł „Fałszerz”. Po przeczytaniu opisu dystrybutorskiego, stwierdziłem – czemu nie, zapowiada się ciekawie. Jednak jak już byłem w trakcie oglądania, to niestety zmieniłem zdanie.  Jak dla mnie film jest spalony. Sama w sobie historia jest dość ciekawa, jednak nie jest wykorzystana przez reżysera. Philip Martin w żaden sposób nie podejmuje gry z widzem. Nie ciągnie go w głąb świata fałszerzy i ciemnych interesów na płaszczyźnie dzieł sztuki. W zamian za to otrzymujemy jedno wielkie pomieszanie. Tak naprawdę miałem wrażenie, iż sam reżyser chyba się pogubił i nie wiedział jaki film chce nakręcić. Mamy dramat – Ojciec, Syn, więzienie, Rak. Z drugiej strony mamy sensacje – Fałszerz, porachunki, akcja, włam. Każdy temat z osobna, mógłby być bardzo ciekawy. Jednak tylko doświadczony reżyser mógłby połączyć te dwa wątki w sposób inteligentny i ciekawy. Niestety tego tutaj brak.

„Fałszerz” to film, który się po drodze zagubił, a w nim zagubili się także aktorzy. No, może po za jednym. Christopher Plummer to jedyny aktor, który wprowadza do tego filmu zainteresowanie swoją postacią. Potrafi być zabawny, irytujący, ciekawy, intrygujący. Na tym jak dla mnie obsada się kończy. Główna postać, którą odgrywa John Travolta jest nijaka, bez wyrazu, nudna. Sam nie wiem co się stało, że ten aktor stracił charyzmę. Ten jego wieczny, sztucznie odgrywany ból istnienia jest naprawdę irytujący na ekranie. Twarz i spojrzenie zbitego pieska, po prostu mnie odrzucała.

By być obiektywny, obejrzałem film do samego końca. Jednak to całości nie pomogło. Niestety cały czas miałem pomieszanie z poplątaniem. Dopiero na końcu coś trochę się podziało, jak nastąpiła realizacja planu. Taki mały zryw nie ratuje filmu. Jest to tyko moje zdanie i macie prawo mieć inne w tym wypadku.

„Fałszerz”  to opowieść, która nie poukładała się w głowie reżysera. Film, który jest zrobiony na siłę, chyba tylko po to, by od razu trafił na nośnik DVD. Dla mnie była to strata czasu. John Travolta, kolejny raz daje plamę na ekranie. Przykre.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s