„SAN ANDREAS”

 

 

7685656.3

 

 

Na skutek przesunięcia, cieszącego się złą sławą, uskoku San Andreas w Kalifornii dochodzi do trzęsienia ziemi o sile 9 stopni w skali Richtera. Pilot helikoptera ratunkowego (Johnson) i jego żona, z którą nie utrzymuje kontaktów, muszą udać się z Los Angeles do San Francisco, aby uratować swoją jedyną córkę. Okazuje się jednak, że karkołomna podróż na północ jest jedynie początkiem, a gdy oboje myślą, że najgorsze już za nimi… jest tylko gorzej.

Można złapać oddech i coś napisać o tym tytule. Moje podejście do kina amerykańskiego typu blockbuster się absolutnie nie zmieniło i zapewne nie zmieni. Jednak nie można zaprzeczyć temu, iż czasem dla dobrej rozrywki można taką produkcję zobaczyć. Jeśli chodzi o kino katastroficzne, to w prost możemy powiedzieć, iż amerykanie potrafią z przytupem uderzyć w dzwon. Tego roku otrzymaliśmy „San Andreas” i nie powiem, naprawdę podnosiło z fotela mnie kilka razy. Oczywiście jest to typowa produkcja naszpikowana efektami specjalnymi, eksplodująca amerykańską patetycznością i nadzieją, iż cokolwiek się stanie i tak wyjdziemy z tego cało. W całe zamieszanie włożono historię rodziny, która stoi u progu upadku. Rozpadające się małżeństwo, śmierć jednej z córek a następnie ratunek drugiej. Tak, ckliwie, ale chwytające widza za serce.

„San Andreas” , czego nie mogę podważyć, to prawie 2 godziny wielkich emocji. Wszystko trzyma nas w napięciu praktycznie od samego początku, co osobiście mi się podobało. Reżyser Brad Peyton z dobrym wyczuciem podzielił tą katastrofę na cały film. My jako widzowie, nie musimy czekać , jak to zazwyczaj bywa na ten punkt kulminacyjny, zazwyczaj odbywający się na końcu historii. W tym przypadku dostajemy już wielkie emocje od samego początku. Stajemy się tacy malutcy w obliczu czegoś takiego jak trzęsienie ziemi. Siedzimy i patrzymy, trzymając kciuki za naszych głównych bohaterów. Dzisiaj, gdy oglądałem ten film, nie przeszkadzało mi nic. Widocznie potrzebowałem się, jak ja to mówię „odmóżdżyć” i nie myśleć nad fabułą. Dostałem mocny zastrzyk adrenaliny i to było naprawdę dobre.

Film oceniam dzisiaj pod względem całości jako katastroficznego wielkiego „boom”.  Nudy na tym tytule nie zaznacie, zobaczycie świetne zdjęcia, efekty specjalne zapierają dech, szczególnie na wielkim ekranie kinowym.  Czego chcieć więcej od takiego kina 🙂 W roli tytułowej  Dwayne Johnson , hollywoodzki heros ostatnich lat 🙂 On się po prostu sprawdza w takich filmach i wychodzi to dobrze na ekranie. Jeżeli lubicie od czasu do czasu zobaczyć takie kino, to polecam Wam w 100 % , tutaj naprawdę się dzieje przez cały czas.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s