„PASAŻEROWIE” – „Passengers”

 

 

passengers_ver4

 

 

Podczas międzyplanetarnej podróży kosmicznej do nowego domu, na nową planetę, dwoje pasażerów – wskutek niezrozumiałych, tajemniczych okoliczności – budzi się ze snu dziewięćdziesiąt lat za wcześnie. Jim i Aurora zakochują się w sobie, wiedzą, że spędzą na pokładzie resztę życia. Szybko odkrywają, że statek kosmiczny znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a życie pasażerów zależy tylko od nich… Powoli dowiadują się także, dlaczego ich wybudzenie nie było przypadkowe.

Nie często się zdarza bym zobaczył sobie jakiś film z gatunku Sci-Fi, wiec teraz dla odmiany sięgnąłem po tą produkcję, która gościła w naszych kinach. Dla mnie takie kino, jest tylko rozrywką, która w danym momencie ma przenieść mnie w nieznane. Jak zawsze powtarzałem, nie jestem fanem kina popularnego, wolę coś głębszego. Jednak w świecie filmu takie kino jest potrzebne, by widz mógł się zrelaksować bez większego myślenia nad fabułą. „Passengers”  za którym stoi norweg Morten Tyldum niczym szczególnym jednak nie powala. Film trwa moim zdaniem zbyt długo, gdyż przykuwa nas do fotela kinowego na prawie 2 godziny. Jeżeli jeszcze do tego dołożymy reklamy przed seansem, to mamy jak nic 2,5 godziny siedzenia. Czym jest ten obraz? Niczym więcej jak kolejną wymyślona przygodą w kosmosie. Można napisać, iż jest to pewnego rodzaju wizja współczesnego Robinsona Crusoe przeniesiona w kosmos, z jednym tylko przypadkiem. Po pewnym okresie Robinson otrzymuje towarzystwo. Nie można oczekiwać od takiego kina by, po obejrzeniu wyszło z nami z sali kinowej, to naprawdę rzadko się zdarza w takich wypadkach. Jednak z drugiej strony jak dobrze jest wymyślona historia to widz zostaje wciągnięty w opowieść i zostaje do końca. Mnie osobiście ten tytuł nie wciągnął. Pierwsza połowa filmu dla mnie była zbyt powolna i nudna. Druga natomiast starała się nadrobić tą pierwszą. W rezultacie wyszło wszystko bardzo średnio. Jedynie co ratuje ten tytuł to obsada. Stworzenie duetu z tej dwójki aktorów była uważam dobrym pomysłem. Fajnie się zgrali oraz fajnie ze sobą wyglądali. On Chris Pratt w roli Jima Prestona oraz Ona Jennifer Lawrence w roli Aurory Lane. Dwa różne światy, które się przyciągnęły na wyludnionym statku kosmicznym. Nie było to przypadkowe i ktoś komuś w tym pomógł, ale jak to mówią czas leczy rany. Dlaczego leczy? To dowiecie się z filmu, o ile zechcecie go sobie zobaczyć. Jest jeszcze jedna postać, która świetnie uzupełnia ten duet. Android Arthur, który stoi za barem i stara się umilać czas. Dla niego pojęcie życia czy też emocji nie istnieje, więc jest obojętny i przyjmuje wszystko jednostajnie polerując przy tym szkło na barze. Całość mogły być jakos ubrane w ciekawe efekty specjalne. Nie chodzi mi tutaj o wybuch i przesycenie, ale o coś ciekawego. Niestety zbytnio tego tutaj także nie otrzymujemy, więc na ekranie kinowym wiele się nie dzieje.

„Pasażerowie” jest filmem przeciętnym, który nie wybija się na tle gatunku. Po prostu kolejna produkcja z fabryki Hollywood, która miała na siebie zarobić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s