„SPRZYMIERZENI” – „Allied”

 

 

alliedposter

 

 

1942 rok, Afryka Północna. Max Vatan, oficer wywiadu, spotyka na swej drodze działaczkę francuskiego Ruchu Oporu Marianne Beausejour, zaangażowaną w śmiertelnie niebezpieczną misję na tyłach wroga. Ich związek torpeduje ekstremalna presja związana z trwającą wojną.

„Sprzymierzeni” to film o tematyce, który mnie w kinie ciekawi. Jeżeli reżyser potrafi do tego świetnie opowiedzieć historię, to już jestem w domu i seans jest udany. Od dłuższego czasu przymierzałem się do zobaczenia tego tytułu, ale jakoś nie miałem okazji. Teraz ten moment nastał i jestem po seansie. Niestety jest to pierwsze moje większe rozczarowanie  w 2017 roku. Uważałem, iż temat wygląda dość ciekawie i nie przeczę na pewno świetnie by wypadł, gdyby pomysł był odpowiedni. Za kamerą stanął Robert Zemeckis , reżyser który na swoim koncie ma takie tytuły jak ” Forrest Gump” , „Kontakt” , „Cast Away – poza światem”  czy „The Walk. Sięgając chmur„. Te tytuły same się bronią i posiadają swoją moc. W tym przypadku kolejny raz, byłem przygotowany na coś fajnie rozegranego – niestety myliłem się. Oglądając ten film zastanawiałem się co tak naprawdę reżyser chciał pokazać. Miałem wrażenie, iż fabuła sypie się na kawałki, które nie są ze sobą powiązane. Widzowi opowiada się historię, której brak polotu, brak charyzmy, brak ciekawości. To były bardzo długie 2 godziny (!)

Oglądając zwiastun, wyrabia się pewną wizję, która pcha widza do całego filmu. W tym wypadku zostałem oszukany. Oczekiwałem spójnej opowieści, która ma swój początek, kontynuację oraz zakończenie. Początek jakoś się udaje, jednak kolejne etapy już psują wszystko. Miałem wrażenie, iż wszystko jest chaotyczne, każdy robi co chce, a reżyser poszedł na kawę. Dawno nie miałem takiego uczucia podczas oglądania filmu. Jeżeli już się zdarza, że film jest słaby to nadrabiają aktorzy. Niestety (!) w tym przypadku nawet im się nie udało. W rolach głównych Brad Pitt oraz Marion Cotillard , aktorzy o wielkim doświadczeniu, którzy potrafią pokazać emocje na ekranie. Tym razem tego nie widziałem. Każdy grał na swoją nutę. W żadnym wypadku nie uwierzyłem w tą płomienną, żarliwą miłość, czy też  tą walkę o siebie wzajemnie. Aktorzy nie dali nic z wnętrza, bym uwierzył w te postacie. Niby razem, a jednak osobno. Na każdym etapie coś zawiodło, jednak nie wiem dlaczego tak się stało. Obraz nie ma w sobie żadnej iskry. Tutaj powinna rządzić historia oparta na postaciach i co ważne, relacjach między nimi (!) Tego nie zobaczyłem, tego nie poczułem. W całości zabrakło bliżej niesprecyzowanej magnetycznej mocy, która wciągnęłaby widzów w wir wydarzeń. Chciałem uczestniczyć w tej historii osadzonej w dramatycznym momencie ich życia. To miał być kopniak, który pcha wszystko do przodu. Z balona uszło powietrze i nikt nie starał się go napompować drugi raz. W trakcie oglądania wystąpiło znużenie, które trwało zbyt długo. Przykro się robi wiedząc, iż obraz nakręcił reżyser znający się na rzeczy. Potknięcie? Brak pomysłu? … i tak do tego nie dojdę. Dla mnie wielka strata czasu, niestety.

Jedna myśl na temat “„SPRZYMIERZENI” – „Allied”

  1. jestem podobnego zdania. Rozczarowałam się bardzo w kinie i niestety zawiało nudą. Razem z reklamami spędziłam w kinie ponad dwie i pół godziny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s