„Rampage: Dzika furia” – „Rampage”

 

rampage_ver2_xxlg

 

Prymatolog Davis Okoye , który trzyma ludzi na dystans, nawiązał silną więź z George’em — niezwykle inteligentnym gorylem srebrnogrzbietym, którym opiekuje się od czasu jego narodzin. Niestety wskutek nieudanego eksperymentu genetycznego ta łagodnie usposobiona małpa zmienia się w gigantyczną, rozwścieczoną bestię. Na domiar złego wkrótce okazuje się, że istnieją też inne zwierzęta, które uległy podobnej przemianie. Nowo stworzone drapieżniki alfa przedzierają się przez Amerykę Północną, niszcząc wszystko na swojej drodze. Okoye łączy siły z odrzuconym przez środowisko inżynierem genetycznym, aby znaleźć antidotum. Jednocześnie stara się przetrwać na nieustannie zmieniającym się polu walki i nie tylko zapobiec globalnej katastrofie, ale też uratować przerażającą istotę, która niegdyś była jego przyjacielem.

Tym razem padło na kino stricte rozrywkowe. Czasem człowiek potrzebuje filmu, nad którym nie musi specjalnie myśleć, tylko ma mu przynieść rozrywkę. W taki schemat idealnie wpasowują się produkcje z fabryki snów. Jak zawsze jest to przerost formy nad treścią, przerysowana opowieść oraz nafaszerowana efektami specjalnymi bańka. Ten tytuł „Rampage” właśnie taki jest, wielki, wybuchowy i nieprawdopodobny 🙂 Muszę jednak napisać, iż w tym momencie podczas oglądania tego filmu bawiłem się na nim nawet dobrze. Przez całe prawie 2 godziny wciągałem się w opcję ratowania świata przez ! jednego człowieka 🙂 Ostatnimi czasy takim etatowym obrońcą świata jest  Dwayne Johnson. Aktor ma swoje długie 5 minut, więc wykorzystuje je na maksa, a że wygląda jak wygląda, to idealnie do takich filmów pasuje. W tym tytule mamy wszystko co tylko można sobie wymyślić. Dziwne stworzenia, akcja na maxa, pościgi, wybuchy, katastrofy … itd. Mało dialogów 🙂 wiele akcji. Jednak jak już wspomniałem wcześnie i taki film jest potrzebny człowiekowi, by czasem się zresetować na „tępo”. Taki moment i ja teraz miałem, więc dałem się wciągnąć. Reżyser Brad Peyton poprowadził akcję wartko i szybko, przez co czas szybko płynął. Jak średnio przepadam za tego typu filmami, to ten nawet mi przypadł do gustu na ten czas. Wiele o nim napisać nie można, gdyż fabuła jest prosta jak konstrukcja cepa. Wspominam o tym filmie na blogu, gdyż nie był całkiem zły i potrafił mnie wciągnąć tą swoją wybuchowością. Efekty udały się w pełni, z resztą spece amerykańscy potrafią zdziałać cuda w filmie tego typu, a wyobraźnia ich nie ogranicza. W efekcie końcowym dostajemy totalny odjazd hehe. Johnson natomiast nie błyszczy w jakiś tam specjalny sposób. Po prostu gra tak jak zawsze i dobrze mu to wychodzi. Nie będzie z niego nigdy wybitny aktor, gdyż to nie ten kaliber i nie gatunek filmowy. Jest tam, gdzie jest i kolejne filmy tworzone są pod niego (często mam takie wrażenie). Kolejny tytuł „Drapacz Chmur” wchodzi do kin 13 lipca, więc kolejne emocje czekają jego fanów. Sięgam po takie kino tylko wtedy, jak mam potrzebę resetu umysłu 🙂 , sprawdza się to idealnie. Każde kino w tym filmowym świecie jest potrzebne. Każde ma swojego amatora. Sięgajmy zawsze po takie, które na dany moment sprawi Nam przyjemność 🙂

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s