„Czarne lustro: Bandersnatch” – interakcja w kinie.

 

7870442.3

 

 

Młody programista Stefan Butler, zainspirowany kontrowersyjną książką „Bandersnatch”, której autor popadł w obłęd, postanawia napisać na jej podstawie grę. Kiedy jego pomysł spotyka się z entuzjastycznym przyjęciem jednego z najsłynniejszych wydawców gier wideo, Stefan czuje, że to jego szansa.

Netflix co rusz zaskakuje swoich fanów kolejnymi, nowymi premierami, które to czekają na Nas po włączeniu guzika na pilocie. Ja sam, przyznaję, stałem się fanem tej platformy streamingowej, gdyż lubię wyzwania w kinie. Ta platforma daje mi różnorodność w jednym miejscu, stąd śledzę wiele oryginalnych produkcji. Od jakiegoś czasu było głośno o jednej z nowych produkcji, która to wskoczyła na wyższy poziom. Mowa o filmie „Czarne lustro: Bandersnatch” , jest to pierwszy interaktywny film dla  widza dorosłego na w/w platformie. Widzowie w kluczowych momentach podejmują decyzje dotyczące następnych wydarzeń. Ty jako widz decydujesz jaką ścieżką ma podążyć główny bohater. Dobry oraz przemyślany wybór może prowadzić do oczekiwanego triumfu, jednak może stać się tak, że  podążysz niewłaściwą ścieżką, a to może zakończyć się nieprzewidzianą katastrofą.

Od razu nasuwa mi się pytanie, czy to jest potrzebne w kinie? Czy interakcja powinna wyjść po za strefę gier i wkroczyć w przestrzeń filmów? Zapewne ilu widzów, tyle odpowiedzi. Ja jako koneser kina (myślę, że mogę siebie już tak nazywać) czerpię przyjemność z każdej minuty, która mnie otacza w trakcie oglądania. Zwracam uwagę na zdjęcia, ujęcia, muzykę, atmosferę, grę aktorów, reżyserię … po prostu na wiele. To wszystko buduje we mnie poczucie czegoś, co pozwala mi się zatopić w danej historii, wyczuwać chemię. Nie raz są one płytkie, czasem bardzo głębokie, gdzie mam możliwość odkrywania wiele płaszczyzn.

butler

Czy kino interaktywne daje mi taką możliwość, bym cieszył się tym co oglądam? Postanowiłem to sprawdzić na własnej skórze. Tym sposobem jestem po seansie „Czarnego lustra … „. Jak było? Niestety u mnie nie pojawił się efekt woow. Wręcz przeciwnie, było to mało interesujące doświadczenie. Jestem osobą otwartą na różnego rodzaju nowinki techniczne itp. Jednak takie udogodnienia mają sprawiać, że coś staje się przyjemniejsze poprzez korzystanie z tego. W tym przypadku, przyjemność przerodziła się w mękę i irytację, co odsunęło mnie od śledzenia, a co gorsza wchłaniania tej fabuły, która tak naprawdę jest dosyć ciekawa.

Z samego początku było to nawet dosyć ciekawe. Miałem możliwość wyboru śniadania, odpowiedzi na dane pytania, po prostu ingerowałem w małe rzeczy itd. Trwało to może u mnie do 30 minut, gdy zacząłem czuć się już tym znużony. Odebrano mi możliwość wciągania się w fabułę, gdyż to ja musiałem decydować w którą stronę ma iść owa historia. Nie chcę być reżyserem filmu, który chcę zobaczyć. Ja chcę otrzymać film, który spowoduje moje zainteresowanie. Chcę wyłapywać to, co reżyser ma zamiar przekazać. W tym wypadku wpuszcza się widza w sam środek. Wszystko to co się wydarzy będzie wynikiem tego, co w danym momencie zaznaczysz na ekranie. Gdy już jedna z opcji dobiega końca, obraz się cofa i daje możliwość wyboru innego rozwiązania, tym sposobem zmieniasz historię. Jak podaje Netflix, to materiału zostało przygotowanego na prawie 5 godzin. Ja straciłem prawie 3 godziny na oglądaniu „tego czegoś” i miałem naprawdę dosyć.

Każde kolejne minuty były dla mnie tylko skupieniem się na tym co mogę dalej zobaczyć, co muszę dalej wybrać. Te skupianie się, doprowadziło do zaprzestania interesowania się fabułą jako całością. Sam film ze swoją historią mógłby być interesującym psychodelicznym podejściem do umysłu młodego człowieka, owładniętego chęcią stworzenia czegoś wielkiego. Mógłby być, gdyby był tradycyjnym filmem.

Tego typu kino zapewne jest skierowane do dosyć młodego pokolenia, które ciekawi świat interaktywnych przestrzeni wyciągniętych ze świata gier. Tutaj łamie się gra z filmem, tworząc coś nowego. Dla kogoś, kto oczekuje poziomu delektowania się fabułą, ta forma przekreśla wszystko. Nie mówię, że jest to zły kierunek, gdyż wszystko ma dla siebie swoje miejsce. Ważne jest to, by taka forma nie stała się dominującym kierunkiem w kinie.

„Czarne Lustro: Bandersnatch” było dla mnie tylko swego rodzaju wyzwaniem, które chciałem podjąć. Na temat wszystkich czynników jakie towarzyszą filmom, ciężko mi się wypowiadać, gdyż tak naprawdę ich nie widziałem. Gra dla mnie nie istniała, ujęcia mnie nie wciągały, muzyka w wielu momentach odpychała i irytowała. Potraktowałem to jako eksperyment i wiem, że taka forma kina nie jest dla mnie czymś ciekawym.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s