„Parasite” – „Gi-saeng-chung”

 

MV5BOWVmODY4MjYtZGViYS00MzJjLWI3NmItMGFmMDRkMzI1OTU3XkEyXkFqcGdeQXVyNTQ0NTUxOTA@._V1_SY1000_CR0,0,750,1000_AL_

Tym razem idę w klimaty koreańskie, jednak nie jest to płytkie kino, a całkiem prezentujące świetny poziom który przykuwa uwagę w każdej minucie. Joon-ho Bong , to reżyser tworzący specyficzne kino. Raz otrzymujemy od Niego demaskatorski kryminał, raz dramaty czy też akcje przechodząca w ekologiczną fantastykę. Te produkcje zawsze są, jakieś, są Jego, niejednorodne gatunkowo, typowo autorskie. Tym razem nie jest inaczej. „Parasite” to opowieść o podziale klasowym, o wykluczeniu ze społeczności, braku możliwości lub po prostu ich zaniechaniu dla własnej wygody. Jednak czy w jakim położeniu ktoś się znajduje, oznacza że jest głupi i nie potrafi się przystosować do czegoś innego, czegoś lepszego?

Tym razem poznajemy pewną rodzinę, która żyje na skraju ubóstwa, w małej suterenie, w jakiejś zapomnianej dzielnicy przez diabła. Żyją z dnia na dzień, jedzą obiady w kantynie dla kierowców, ściągają wi-fi z niezabezpieczonych źródeł, a ich, można napisać najbardziej ambitną próbą zarobienia wspólnie pieniędzy jest składanie pudełek na pizze, dla jednej z sieci. Ich życie jest nieskomplikowane i nie chcą tego zmieniać. Największym problemem rodziny jest to, że pod ich oknami przechodnie oddają mocz oraz rozwijająca się wilgoć. W jednym momencie nadarza się okazja, by coś zmienić w życiu i zarobić jakieś lepsze pieniądze. Za namową przyjaciela syn zatrudnia się jako korepetytor języka angielskiego w jednej z bogatych rodzin. Sfałszowane papiery pomagają mu w tym oraz polecenie przez przyjaciela. Tym sposobem otwiera się pewne okno, które można w bardzo łatwy sposób wykorzystać. Nagle te dwa światy zaczynają się przenikać. Można nawet powiedzieć więcej, zaczyna się pasożytowanie na żywicielu, który jest nieświadomie wykorzystywany. Nagle Ci ludzie, których poznaliśmy jako nieudaczników, ukazują się z innej strony. Możliwość wykorzystania pobudza ich zmysł przetrwania i zaczynają układać pewien plan. To wszystko ma mieć jeden cel, zacząć żyć jak Panowie na włościach, mieć pieniądze i dobrze się przy tym bawić. Nie chcę Wam zdradzać wiele z tej fabuły, gdyż zabrałbym wiele przyjemności z delektowania się ta intrygą, która jest tutaj bardzo przewrotna i nie przewidywalna.

Twórca jak by w delikatny sposób ukazuje nam tą drogę poprzez trzy akty, które same w sobie są przewrotne. Reżyser rozpoczyna wszystko jak by z neorealistycznego punktu widzenia. Niby sympatyczna rodzina, żyją w ciasnej suterenie, życie się nie ułożyło i do głowy by nam nie przyszło, że mogą stać się cynicznymi graczami i zacząć rozdawać swoje karty, by osaczyć swoją „ofiarę”.  Jak już intryga się rozwija, dostrzegamy w tych postaciach drzemiącą farsę, która wypiera ten cały społeczny dramat jednostki, w momencie odznaczania kolejnych punktów swojego idealnego planu dążenia do własnej wygody życia. W tym filmie nie potrzeba potworów, morderców, sadystów, by widz poczuł się jak nieswoja zwierzyna, która czuje, że za rogiem czai się wróg. Przypuszczam, że wielu z Was wie, jak dysproporcje finansowe potrafią wpłynąć na człowieka i spowodować, że zaczynają legnąć się w głowach nieciekawe historie. Ta niby czarna komedia, bardzo szybko przeradza się w dreszczowiec czy też thriller, można wstrzymać oddech, a zarazem uśmiechnąć się pod nosem. Pasożyt w bardzo cyniczny sposób przenika w świat do tej pory niedostępny, jednak czy zawsze wszystko musi iść tak jak powinno? Nasi bohaterowie przekonają się, że nawet i taka bajka potrafi nagle stanąć na głowie. To wszystkie widzimy stopniowo w akcie drugim oraz finalnym trzecim. Co zrobisz by ratować zdobyta pozycję?

Mamy w tym filmie także jeden zapalnik, który krąży przez całość historii. Jest to zapach stęchlizny, towarzyszący naszej rodzinie, którego Oni nie wyczuwają, a wyczuwalny jest dla wszystkich innych. Ten wydawało by się szczegół, prowadzi do całego dramatu każdego z osobna, jaki się rozegra w murach tego domu. Wielkie brawa dla twórcy filmu, gdyż pokazuje, że potrafi w bardzo przemyślany,  wyrafinowany sposób  zbudować napięcie. Nasi bohaterowie do samego końca nie stają się swoimi karykaturami, nie wskażemy otwarcie czy są dobre czy też złe. Kreatywność w zbudowanej opowieści idealnie lepi wszystkich bohaterów, którzy tym ciągiem budują całą rzeczywistość. Otrzymujemy tak wiele charakterów, iż zostajemy wciągnięci w wir niczym w kalejdoskopie. „Parasite” to gatunkowy miszmasz, który przyciąga niczym magnes. Mamy tutaj wszystko co reżyser lubi, czarny humor, dramat, tragedię i to ubrane w elegancką formę kontrastów. Slamsy przenikają we wnętrza bogatej przestrzeni niczym coś nierzeczywistego. Wędrujemy między tymi światami razem z poznanymi bohaterami nabierając odpowiedniego tempa, jakie podyktowane jest przez twórcę.

Mogę tylko na koniec napisać jeszcze … POLECAM!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s