„Żona” – „The Wife”

 

 

2 (1)

 

Reżyser filmu Björn Runge, ukazuje nam historię małżeństwa. Wydawać by się mogło, iż wszystko jest tutaj w należytym porządku. Minęło już 40 lat wspólnego życia, na pierwszy rzut oka wyglądają jak para, która chlubić się może idealnym życiem. Wszystko jest w odpowiednim miejscu, są wręcz bez skazy. On odnosi na świecie sukcesy jako pisarz, który w niesamowicie finezyjny sposób dociera do swoich odbiorców, ona zaś sprawuje opiekę nad domem i przypomina mu o najtrywialniejszych sprawach. Jest niczym Jego nieodstępliwy cień, który nie może zniknąć, gdyż w jednym momencie może się wszystko zawalić. Tak stopniowo poznajemy historię życia tej pary.

Twórca filmu okazał się pewnego rodzaju mistrzem suspensu, gdyż wydawać by się mogło iż to  prosta banalna historia, a ona nagle zamienia się w coś niewiadomego. Krok po kroku odkrywane są tajemnice tego związku, tajemnice życia tych ludzi. Z kolejnymi minutami następuje zwrot akcji , gdzie taki zabieg potrafi wybić widza z tego stonowanego rytmu. Kolejna retrospektywa, która pokazuje nam jak wszystko zaczyna się budować między tą dwójką, krótkie wstawki pozwalające Nam patrzeć w głąb Joan oraz Joe. Dzięki takim zabiegom, wszystko ( o ile dostrzeżecie) zaczyna się układać w całość, nie, nie ma nic dosłownie, musicie sami znaleźć zapalnik , który w kulminacyjnym momencie zburzy tą sielankę. Z każdą minutą filmu poznajemy dalszą historię już w poważniejszym wieku, nazwijmy to akcję rzeczywistą, przy tym mamy wgląd w ich młodość. Tutaj łączymy te dwie płaszczyzny, tworząc swój obraz.  Każde wydarzenie z młodości odciska piętno na relacjach jakie są teraz obecnie między Nimi. Nie jesteśmy w stanie wskazać kto jest gorszy, kto lepszy, kto winny, kto na to pozwolił, kto na co się zgodził. Te dwie postaci nie są czarno białymi pionkami w grze życia, tutaj mamy wiele odcieni szarości, które trzeba zrozumieć. Gdzie rozsądek, gdzie miłość, gdzie obowiązek, wszystko stoi w swoim szeregu, jednak to my musimy uznać jak ułożyć te wartości. Dlaczego coś zostało poświęcone dla czegoś lub dalej idąc dla kogoś.

Twórcom udało się zrobić film niebanalny, film mówiący o dążeniu do czegoś co jest pewną wartością w danym momencie. Miłość , która wybucha zaczyna być poświęcana w imię czegoś wyższego. Związek który zaczyna stawać się uzależnieniem od sytuacji, od przestrzeni zamkniętej w bańce fałszu. Na zewnątrz wszystko jest piękne i wspaniałe. Nic nie widać, są uśmiechy, są gesty, wyznania. W tym wszystkim jednak, od samego początku widzimy  różnicę, kto stoi w szeregu i gdzie. On bez niej tak naprawdę nie może funkcjonować, Ona jest można napisać sterem tego człowieka, który stara się kreować na kogoś kim tak naprawdę nie jest. Tutaj także nastąpi moment, który spowoduje, że każdy stanie na krawędzi. Jednak czy w następstwie tego warto będzie burzyć to co się stworzyło? A może jednak milczenie jest diamentem, który należy pieczołowicie szlifować?

„Żona” to film niezwykle wciągający w swojej spokojnej prostocie, która intryguje widza z każda minutą. Wciągani jesteśmy w życie tego małżeństwa, w momencie gdy następuje najważniejsze uhonorowanie osiągnięć w swojej dziedzinie. To uruchamia tryb , który może prowadzić do samozagłady. Nie napiszę wam co i jak się dzieje, gdyż naprawdę zepsuł bym wiele z tego filmu. To trzeba poczuć samemu, to należy zbudować w swojej głowie i łączyć informacje jakie dostajemy z każda minutą. Film który jest dramatem, zostaje wyniesiony na wyższy poziom odbioru, co powoduje iż pomysł na niego był strzałem w dziesiątkę.

Zwrócić uwagę należy w tym filmie na obsadę która jest świetna i moim zdaniem idealnie dobrana. Żonę gra Glenn Close, która jest idealnie rewelacyjna w postaci tej kobiety. Ona nie daje możliwości przejąc nad sobą kontroli. Ona sama wszystko kontroluje. Stonowana, wycofana, skryta, widzimy że są tajemnice których strzeże. Nie ma chwili, byśmy widzieli aby mąż przejął kontrolę nad swoją żoną. Z drugiej strony mamy Jonathana Pryce’a w roli męża. Człowiek spokojny, schorowany, stateczny. Lubi brylować w towarzystwie, jest charakterny. Na każdym kroku podkreśla wielką miłość do swojej żony. Stawia ja na piedestale wzoru. W którym momencie zaczynamy się zastanawiać, o co chodzi?  Do całości mamy jeszcze jedna postać, która może nie pokazuje się często, ale gra rolę „węża” w tym ogrodzie ściemy. Christian Slater to człowiek, który chce za wszelką cenę zdobyć poparcie na napisanie biografii Joe Castlemana. To oczywiście nie znajduje poklasku i wręcz staje się On człowiekiem nie mile widzianym. Jednak to właśnie od Niego zacznie się rozsypywać ten zamek tajemnic.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s